Kościół Ewangelicki w Świeradowie Zdroju

Historia Kościoła Ewangelickiego (Luterańskiego) w Świeradowie Zdroju jest niezwykle ciekawa i mało znana. Zwłaszcza historia świeradowskich ewangelików – luteran po II wojnie światowej dla których miejscem kultu religijnego był poddawany stale aktom wandalizmu tamtejszy piękny kościół. Nieznani sprawcy i wandale – jak to wówczas zwykło się mówić i pisać dokonywali zniszczeń, aby rozproszyć ewangelików skupionych wokół swego kościoła. Mimo zapewnionej stałej opieki duszpasterskiej i regularnych nabożeństw na siłę próbowano uniemożliwić ich odprawianie. Ostatecznie w roku 1973 długotrwała akcja „nieznanych sprawców” doprowadziła do zburzenia kościoła. Do dziś żyje jednak spora grupa świadków tych zdarzeń. Po kościele nie pozostało nic, a na jego miejscu istnieje dziś czynny cmentarz.

Cmentarz, na którym mieszkańcy Świeradowa-Zdroju grzebią swoich zmarłych ma ponad 250 lat. W czasach niemieckich oraz polskich po II wojnie światowej do roku 1973 otaczał on kościół ewangelicki, który dzisiaj już nie istnieje. Dlatego historia cmentarza powinna objąć też kościół. Na początku XVII w. ewangeliccy mieszkańcy Świeradowa-Zdroju nie mieli w swojej rodzinnej miejscowości ani kościoła ani cmentarza. Aby uczestniczyć w nabożeństwie musieli chodzić do kościoła ewangelickiego w Mirsku. Wszystkie uroczystości kościelne odbywały się w Mirsku, a zmarli grzebani byli na mirskim cmentarzu.

W tamtym czasie Świeradów-Zdrój należał do księstwa Jaworskiego i do katolickich Habsburgów. Jednakże w 1654 r., podczas kontrreformacji, Habsburgowie zamknęli okoliczne kościoły w Mirsku, Gierczynie i Rębiszowie. Sytuacja ta spowodowała, że świeradowscy ewangelicy chodzili na nabożeństwa do oddalonej o 10 km Pobiednej. Była to dla nich długa, którą po pewnym czasie nazwali „kościelną droga do Pobiednej”. Zmarli grzebani byli w dalszym ciągu w Mirsku. Trumna za zmarłym odprowadzana była od szkoły do ostatniego domu w Orłowicach, gdzie przejmowała ją szkoła z Mirska.

W 1742 r. sytuacja zmieniła się pod panowaniem Prus, a ludność otrzymała wolność wyznania, co oznaczało że ewangelicy mogli wreszcie wybudować swój kościół i cmentarz. W grudniu 1741 r. rozpoczęto przygotowani a do budowy kościoła, jednakże plany legły w gruzach. Mimo to ludność postanowiła wznowić budowę drewnianego domu modlitwy – kościoła w miejscu gdzie dziś znajduje się cmentarz. Właściciel pensjonatu „Gospoda” sprzedał ewangelikom działkę budowlaną pod kościół i cmentarz po bardzo korzystnej cenie i pozostawił obok gospody dom jako plebanię.

W okresie budowy nabożeństwa odbywały się w sali obok gospody. Pierwszy pastor Świeradowa-Zdroju – Christian Bottner – pierwsze kazanie wygłosił pierwszego dnia Zielonych Świątek (Święto Zesłania Ducha Świętego) w 1742 r. Poświęcenie kościoła odbyło się 23 października 1742 r., a w następnym roku w trakcie budowy wieżyczki zawieszono dzwon. Pastor Bottner zmarł w 1758 r. a jego następcą został pastor Bergmann z Przecznicy. Na jego polecenie wybudowano w 1764 r. mur wokół cmentarza, który przetrwał do dziś. 30 lat cieszyli się świeradowianie z drewnianego kościółka, który z powodu złego stanu musiał zostać zburzony. W 1767 r. mieszkańcy wspólnie z pastorem postanowili wybudować nowy, większy kościół z trwalszego budulca. W tym czasie miejscowość liczyła już 225 domów. Mieszkańcy żyli skromnie, utrzymując sie głównie z leśnych robót i owoców pracy na roli. Wybudowanie kościoła, było dla nich dużym poświęceniem.

Kościół wzniesiono z dużym rozmachem w stylu barokowym. Od bramy głównej kroczyło się przez dużą nawę kościoła do ołtarza z obrazem błogosławiącego Chrystusa. Ze wspaniale wykonanego sklepienia zwisały trzy ogromne żyrandole. Na pierwszym piętrze znajdowała się okalająca wnętrze kościoła empora, w której siadali mężczyźni. Kobiety zajmowały miejsca na dole. Na drugim piętrze wznosiły się ogromne organy, a w każdym z czterech kątów kościoła znajdowały się niewielkie empory. Podczas nabożeństw śpiewały tam dzieci podzielone na cztery chóry. Na dole w nawie znajdowała się pięknie ozdobiona ambona. Na przedniej ścianie okalającej empory, w pobliżu ołtarza wisiały obrazy pastorów. Oprócz wejścia głównego, do kościoła prowadziły jeszcze trzy inne wejścia. Po 13 latach – w 1780 r. budowa kościoła została zakończona. Jednakże z braku funduszy dopiero po 12 latach dobudowano wieżę. Pierwszą plebanię zburzono w 1879 r., a na jej miejscu wybudowano nową, która stoi po dziś dzień, ale niestety nie służy swojemu pierowtnemu przeznaczeniu.

Po 1930 r. na cmentarzu została wniesiona kapliczka, w której po dziś dzień odprawiane są nabożeństwa żałobne.

Opowiadanie Pani Stefanii Dutkiewicz zamieszczone na portalu www.swieradowzdroj.pl jest jedną z relacji świadków czasów powojennych.

„W roku 1953 nabożeństwa w kościele ewangelickim odbywały się w każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Świeradowski zbór obsługiwał pastor Gerstenstein z Wrocławia. Rok później z Warszawy przyjechał w te strony pastor Jajte i zamieszkał w Cieplicach, obsługując tamtejszy kościół oraz kościół Wang, nasz świeradowski zbór i kościół w Lubaniu. Wtedy też zdarzyła się pierwsza kradzież. Skradziono obraz umieszczony w ołtarzu kościoła. W domu parafialnym naprzeciw kościoła mieszkała rodzina ewangelicka p. Durynek. Rodzina ta bezinteresownie zajmowała się sprzątaniem kościoła, przygotowywaniem go do nabożeństw oraz chroniła przed wandalami i złodziejami. Oni tez zgłosili kradzież obrazu na milicję. W tamtym czasie posterunek mieścił się naprzeciw cmentarza. Milicjanci stwierdzili, że ponieważ nie jest to obiekt państwowy oni nie mają obowiązku wszczynać śledztwa w tej sprawie.  Po kilku tygodniach p. Durynek udaremnił kolejną kradzież. Złodzieje tym razem usiłowali skraść kryształowe kandelabry. Od tego momentu nabożeństwa  odbywały się w mieszkaniu państwa Durynków. Dalej dewastacja kościoła postępowała już szybko. Raz po raz wybijano szyby w kościele i wchodzono do jego wnętrza. To skłoniło mnie do napisania w tej sprawie do Ministerstwa d/s Wyznań powołując się w piśmie na konstytucyjną gwarancję wolności wyznania. Bardzo długo czekałam na odpowiedź. Po czterech miesiącach poinformowano mnie, że sprawa została skierowana do Wojewódzkiego Wydziału d/s Wyznań we Wrocławiu. Po upływie kolejnych miesięcy otrzymałam wreszcie odpowiedź: „Stwierdzamy po uprzednim zbadaniu sprawy i obiektu, iż kościół jest zabytkiem klasy zerowej i podlega absolutnej ochronie”. Niestety odpowiedź nadeszła zbyt późno, zdewastowany kościół rozebrano już zupełnie. Organy rozbito  a piszczałki z nich poniewierały się nawet w Czerniawie, jak również książki liturgiczne i  inne przedmioty. To co zdołano uratować, państwo Durynek przenieśli do zamieszkiwanego przez siebie budynku. Tych kilka rodzin ewangelickich które w okolicach Pobiednej, Czerniawy i Świeradowa mieszkały, własnymi siłami wyremontowało pomieszczenia w budynku obok cmentarza, które potem służyły nam jako kaplica. Wcześniej jeszcze cały budynek został zasiedlony przez Urząd Miasta, a póżniej stało się już tylko formalnością zrzeczenie się przez pastora Neumana prawa własności do tego budynku.” (opowiadanie Stefanii Dutkiewicz)