Archiwa kategorii: Kościół Ewangelicki na Górnych Łużycach i Dolnym Śląsku

Kościół Krzyża Chrystusowego w Lubaniu

W czasie konferencji „Kościół Krzyża Chrystusowego w Lubaniu – utracony symbol zapomnianej historii” zorganizowanej 15.11.2013 roku przez Muzeum Regionalne w Lubaniu oraz Parafię Ewangelicko-Augsburską w Lubaniu zaprezentowanych zostało kilka referatów. Pani Barbara Grzybek z Archiwum Państwowego we Wrocławiu wygłosiła referat dotyczący sprawy zburzenia zabytkowego kościoła w Lubaniu w latach 1956-1957 w świetle źródeł archiwalnych (badania wstępne) >>>

Kościół w Żeliszowie leży na terenie Parafii Ewangelickiej w Lubaniu

Piękny ewangelicki kościół z końca XVIII wieku w Żeliszowie ma szansę na ocalenie. Na pomoc ruszyła warszawska Fundacja ?Twoje Dziedzictwo”, która przejmie od gminy i wyremontuje zniszczony budynek. Kościół należy do najpiękniejszych opuszczonych obiektów Europy.

Od końca XVIII wieku ewangelicy gromadzili się w zapierającej dech w piersiach budowli, jaką jest kościół w Żeliszowie. Do jego powstania najprawdopodobniej przyczynił się słynny projektant Bramy Brandenburskiej – Carl Gotthard Langhans. Po 1945 roku obiekt przestał pełnić funkcję sakralną i zaczął popadać w ruinę.

 —————————————

Fundacja „Twoje Dziedzictwo” objęła opieką tę perłę architektury Dolnego Śląska, wierząc w możliwość doprowadzenia obiektu do stanu z czasów świetności. Aby zabytek przetrwał, wymaga gruntownego remontu. Fundacja jest otwarta na wszelką współpracę na rzecz zachowania „Perły Żeliszowa”.

Na zachodzie i północy Polski w różnych miejscach można do dziś spotkać opuszczone, niszczejące kościoły. Zwane są często „poewangelickimi”. Nazywa są tak, ponieważ były do 1945 roku używane przez parafie ewangelickie, które później przestały istnieć. Jednym z nich jest kościół w Żeliszowie koło Bolesławca.

Serdecznie zachęcamy do przyłączenia się do naszej inicjatywy, czy poprzez przekazywanie informacji, wpłaty na konto przeznaczone na remont dachu dawnej świątyni, czy też w inny sposób.

Więcej informacji znajdą Państwo na stronie internetowej: Twoje Dziedzictwo

Kościół ewangelicki w Raciborowicach/Gross Hartmansdorf

 

Kościół ewangelicki w Raciborowicach w powiecie bolesławieckim (Gross Hartmansdorf) sięga połowy XVI wieku. Ewangelicy zamieszkiwali tę miejscowość od czasów reformacji. Na początku XVII wieku liczba mieszkańców Gross Hartmansdorf (Raciborowic) wyznania ewangelickiego przewyższyła liczbę katolików. W czasie wojny trzydziestoletniej w latach 1618-1648 ewangelicy otrzymali kościół, który służył katolikom. Po zakończeniu wojny i w wyniku ustaleń traktatu pokojowego ewangelicy zostali zobowiązani do oddania kościoła i przyległych budynków, a pastor Samuel Scholz został zmuszony do opuszczenia wsi. W 1654 roku przed wyjazdem pastor Samuel Scholz odprawił nabożeństwo pod gołym niebem na wzgórzu przeciwległym do kościoła katolickiego, które zgromadziło większość mieszkańców wsi. W 1742 roku po zajęciu przez Prusy Dolnego Śląska król Fryderyk II ogłosił wolność religijną, co dało możliwość reaktywowania parafii ewangelickiej w Gross Hartmansdorf. Pierwsze nabożeństwa odprawione zostały 6 i 7 stycznia 1742 roku przez pastora Johanna Georga Thomasa, jeszcze na odkrytym wzniesieniu. Ewangelicy w Hartmansdorf zaczęli wkrótce budować nowy kościół. Usytuowano go symbolicznie na miejscu, gdzie odprawił ostatnie nabożeństwo pastor Samuel Scholz zmuszony ze względów politycznych do opuszczenia Gross Hartmansdorf w roku 1654. Nowy kościół wzniesiono z gliny i z drewna, a pokryty był deskami.

Raciborowice 2012 miejsce po kościele ewangelickim

Był on wielokrotnie poddawany przebudowom, by osiągnąć ostateczny kształt pod koniec XIX wieku. Końcową fazą budowy było dobudowanie nowej wieży w 1884 roku, a jej projektantem był znany i ceniony na całym Śląsku architekt bolesławiecki Peter Gansel. Na wieży umieszczono zegar z czterema tarczami i zamontowano 4 dzwony kościelne. Po II wojnie światowej kościół podzielił los wielu innych kościołów ewangelickich na Dolnym Śląsku stając się łatwym łupem dla grabieży i niszczenia często za przyzwoleniem władz. Kościół stopniowo popadał w ruinę, a jego wyposażenie wywieziono i przekazano innym parafiom, między innymi ołtarz główny trafił do kościoła w Sędzimirowie. Pod koniec lat 70. XX wieku w czasie realnego socjalizmu podjęto decyzję o zburzeniu kościoła. Miejsce po kościele porosła trawa i samosiejki, a resztki kamieni rozsypane leżą do dziś na całym terenie, gdzie stał kościół. Dłuższy czas pozostawał jeszcze cmentarz okalający kościół, ale z inicjatywy budujących cementownię, przez sam środek cmentarza, bez ekshumacji, wybudowano drogę do zbudowanych również w tym czasie bloków dla przyszłych pracowników cementowni. Cementownia przestała istnieć, bloki przypominają o socjalistycznym stylu budowania, a jedynie część muru dawnego cmentarza przypomina jeszcze tę niezwykłą historię kościoła ewangelickiego w dawnym Gross Hartmansdorf, a dzisiejszych Raciborowicach. Zniknął cenny zabytek architektury, który był jednak przede wszystkim wyrazem wiary Ludu Bożego pielęgnującego w nim swoją chrześcijańską wiarę.

Dom Modlitwy w Uboczu

Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w 1648 roku protestanci zamieszkujący Śląsk zostali pozbawieni swobody wyznaniowej. Specjalne komisje odbierały im kościoły i mienie przeganiając pastorów. Zostali zmuszeni do uczęszczania do kościołów granicznych.
Stan ten trwał przez blisko 100 lat, kiedy w styczniu 1741 roku król Fryderyk II Wielki polecił berlińskiemu proboszczowi Reinbeckowi wytypować dwunastu kandydatów i wysłać ich do księcia Leopolda von Dessau, celem skierowania do pełnienia posługi kaznodziei w okolicznych wsiach. Od tego momentu wszystkie miejscowości mogły mieć ewangelickiego księdza. W końcu 1741 roku, a więc jeszcze podczas wojny, dwa konsystorze we Wrocławiu i Głogowie rozpatrywały już wnioski mieszkańców wsi i miasteczek. Wszystkie załatwiane były pozytywnie. Zgoda uzależniona była od zobowiązania się gminy do poniesienia kosztów budowy kościoła i utrzymania księdza. W ten sposób w ciągu roku powstało na Śląsku ponad 200 domów modlitwy. Początkowo zalecano aby wspomniane kościoły budować niezbyt wysokie, bez wieży kościelnej i z ogólnie dostępnych materiałów. Stąd pierwsze świątynie, wznoszone w różnych miejscach, były do siebie bardzo podobne.
Kiedy w 1740 roku Fryderyk II podpisał w Rauchschwitz rozkaz sankcjonujący swobodę wyznaniową, również ewangelicy z Ubocza rozpoczęli starania o pozwolenie na budowę. Pierwszy wniosek został przez królewski urząd odrzucony. Postanowiono więc wykorzystać wstawiennictwo u króla, którego podjęli się Hans Friedrich von Tschinnhaus ? właściciel Niedergutu, i baron von Glaubitz. Działania te odniosły spodziewany sukces i 1 grudnia 1742 roku mieszkańcy Ubocza otrzymali zgodę na budowę domu modlitwy.
Ewangelicy z Ubocza przy finansowym wsparciu hrabiego von Schaffgotsch ? właściciela Mittelgutu, i wspomnianego wcześniej Hansa von Tschirnhaus rozpoczęli przygotowania do budowy. Plac użyczył Georg Thamm, za co gmina kościelna zobowiązała się do rocznej zapłaty w kwocie 20 srebrnych groszy. W 1777 roku zaprzestano opłaty dzierżawnej, a Georg Thamm po wpłaceniu 11 talarów uzyskał prawo do dwóch miejsc siedzących.
Materiał na budowę drewniano-szachulcowej konstrukcji, a także siły roboczej dostarczyli właściciele obu majątków ziemskich. Prace postępowały dość szybko, jednak pierwsze nabożeństwo odbyło się zanim budynek oddano do użytku. Stało się tak, gdyż dokonano wyboru pastora jeszcze w trakcie prac budowlanych. Panowie patronatu wybrali spośród trzech kandydatów Johanna Adama Tschorna ze Lwówka Śląskiego. Swoje pierwsze kazanie pastor wygłosił w Zielone Świątki, 2 czerwca 1743 roku, w stodole, a stało to się jeszcze przed oficjalnym mianowaniem, które nastąpiło 24 września. 7 października 1743 roku odbyła się uroczystość poświęcenia kościoła.
Podobnie jak w innych miejscowościach nakłady na budowę domu modlitwy zostały częściowo sfinansowane przez samych wiernych, którzy wykupywali miejsca w kościelnych ławkach. Miejsca były numerowane i przynależne do gruntu, co przy zmianie właściciela zachowywało prawo do ławki. Opłaty były zróżnicowane i w zależności od miejsca wynosiły odpowiednio 10, 8 i 5 srebrnych groszy. Oczywiście podobnie jak dzisiaj wartość pieniądza ulegała dewaluacji i w zapiskach kościelnych znajduje się informacja o zbyt niskiej opłacie za miejsca w kontekście potrzeb.
W 1747 roku od miejscowego handlarza Christiana Dittricha gmina ewangelicka odkupiła dom z przeznaczeniem na mieszkanie dla pastora i szkołę ewangelicką. Początkowo pastor otrzymywał rocznie na utrzymanie 100 talarów oraz drewno na opał. Kiedy po roku 1750 król Fryderyk zwolnił ewangelików od opłat na rzecz księży katolickich, przekazywana kwota wzrosła o 20 talarów.
Pierwsze organy zagrały w 1750 roku. Był to używany instrument z Wlenia, prostej budowy, zainstalowany w drewnianym zborze ewangelickim. Podczas próby naprawy 7 września 1879 roku odczytano notatkę ?Joh. Gottlieb Meinert, budowniczy organów z Wlenia. Anno 1745?. Za instrument gmina zapłaciła 100 talarów. Były to używane organy z Unięcic, wcześniej wypożyczane. Interesujący jest zapis, że przy transporcie przez Gryfów Śl. trzeba było zapłacić cło w kwocie 2 talarów i 6 srebrnych groszy.
Użyty do budowy Bethausu materiał szybko niszczał i już po siedmiu latach przystąpiono do napraw budowlanych, przy których pracowało dwóch murarzy i dwóch cieśli. W roku 1787 kościół otrzymał nowy fundament, który poszerzył od strony południowej loże dziedziców i jednocześnie dobudowane od południowej strony wejścia otrzymały masywne schody prowadzące do obu naw. Ta przebudowa kosztowała 430 talarów, 9 srebrników i 2,5 feniga. Budowę loży właściciele ziemscy opłacili sami. Wcześniej, bo w roku 1778, pokryto budynek łupkiem. Wcześniej powiększono okna i odnowiono główne wejście, a w wyniku częściowej przebudowy powiększono ilość miejsc kościelnych, co przełożyło się na wzrost wpływów z podatków z 77 na 124 talary.
W 1775 roku przy Bethausie wybudowano wysoką na 44 metry wieżę dzwonniczą. Z tej okazji Carl Ludwig Hoffmann, właściciel Mittelgutu, podarował 100 marek i dwa dzwony. Zostały one odlane w Jeleniej Górze przez Johanna Ehrenfrieda Sieferta. Ważyły one odpowiednio 14 i 8 cetnarów, a jeden z nich zawierał dedykację poświęconą żonie Euphrosinie.
W Zielone Święta 20 maja 1794 roku mieszkańcy Ubocza obchodzili jubileusz 50-lecia kościoła. Z tej okazji młodzież podarowała świątyni chorągiew z napisem: ?Za wolność religijną, która nas cieszy od 50 lat, dziękuje dzisiaj Bogu młodzież z Ubocza, w poniedziałek Zielonych Świąt, 20 maja 1793 roku?. Dodatkowo dziewczęta szkolne wyhaftowały mały czerwony jedwabny obrus na ołtarz, a nieznani ofiarodawcy podarowali drewnianą chrzcielnicę i dzbanek do chrztów.
W spisie inwentarza z 1783 roku wyszczególnione zostały następujące przedmioty: niebieskie nakrycie ołtarza i kazalnicy, zielony obrus, czarny i biały obrus ołtarzowy, para cynowych świeczników, trzy kielichy, w tym jeden do chorych, jedna alba, dwie cynowe misy do chrztów i dzbanek, a także stary cynowy krucyfiks w zakrystii z napisem ? rok 1743 i nazwiskiem Gottfried Kunth, karczmarz we Wrocławiu.
W 1797 roku podjęto decyzję o budowie nowej plebanii, którą zakończono dopiero po pięciu latach. Zwłoka spowodowana była sporem o koszt budowy pomiędzy dziedzicem i gminą. W końcu wypracowano ugodę, zgodnie z którą Karl von Hoffmann zapłacił 1072 talary, gmina 462, a pozostałą kwotę (443) pokryła sprzedaż starej pastorówki. Pierwszym lokatorem został pastor Johann Gottlieb Kullmann, urodzony w Uboczu ? następca pastora Johanna Carla Metthesiusa.
Kiedy pogorszył się stan techniczny wieży zdecydowano o przeprowadzeniu remontu, który wykonano od września do października 1845 roku. Pokryto wieżę nowym łupkiem i pozłocono kulę zwieńczoną chorągwią. W roku 1862 jeszcze raz położono nową podłogę z kafelek, a także odrestaurowano ławki dla kobiet. Założono też piorunochrony na wieży i budynku kościoła, a także na zabudowaniach parafialnych i domu kantora. Kiedy jednak ogólny stan kościoła bardzo się pogorszył postanowiono wiosną 1863 roku o przeprowadzeniu kolejnego remontu. Kościół zupełnie przebudowano. Z muru pruskiego powstała budowla kamienna, a szachulcowo-drewniany fryderykański Bethaus przeszedł do historii.
Ilustracją opisywanej w tekście budowli jest rysunek Fryderyka Bernarda Wernera z ?Topographia Silesiae?, a także zachowane epitafium pastora Kullmanna.
Zbigniew Madurowicz

Kościół Ewangelicki w Świeradowie Zdroju

Historia Kościoła Ewangelickiego (Luterańskiego) w Świeradowie Zdroju jest niezwykle ciekawa i mało znana. Zwłaszcza historia świeradowskich ewangelików – luteran po II wojnie światowej dla których miejscem kultu religijnego był poddawany stale aktom wandalizmu tamtejszy piękny kościół. Nieznani sprawcy i wandale – jak to wówczas zwykło się mówić i pisać dokonywali zniszczeń, aby rozproszyć ewangelików skupionych wokół swego kościoła. Mimo zapewnionej stałej opieki duszpasterskiej i regularnych nabożeństw na siłę próbowano uniemożliwić ich odprawianie. Ostatecznie w roku 1973 długotrwała akcja „nieznanych sprawców” doprowadziła do zburzenia kościoła. Do dziś żyje jednak spora grupa świadków tych zdarzeń. Po kościele nie pozostało nic, a na jego miejscu istnieje dziś czynny cmentarz.

Cmentarz, na którym mieszkańcy Świeradowa-Zdroju grzebią swoich zmarłych ma ponad 250 lat. W czasach niemieckich oraz polskich po II wojnie światowej do roku 1973 otaczał on kościół ewangelicki, który dzisiaj już nie istnieje. Dlatego historia cmentarza powinna objąć też kościół. Na początku XVII w. ewangeliccy mieszkańcy Świeradowa-Zdroju nie mieli w swojej rodzinnej miejscowości ani kościoła ani cmentarza. Aby uczestniczyć w nabożeństwie musieli chodzić do kościoła ewangelickiego w Mirsku. Wszystkie uroczystości kościelne odbywały się w Mirsku, a zmarli grzebani byli na mirskim cmentarzu.

W tamtym czasie Świeradów-Zdrój należał do księstwa Jaworskiego i do katolickich Habsburgów. Jednakże w 1654 r., podczas kontrreformacji, Habsburgowie zamknęli okoliczne kościoły w Mirsku, Gierczynie i Rębiszowie. Sytuacja ta spowodowała, że świeradowscy ewangelicy chodzili na nabożeństwa do oddalonej o 10 km Pobiednej. Była to dla nich długa, którą po pewnym czasie nazwali „kościelną droga do Pobiednej”. Zmarli grzebani byli w dalszym ciągu w Mirsku. Trumna za zmarłym odprowadzana była od szkoły do ostatniego domu w Orłowicach, gdzie przejmowała ją szkoła z Mirska.

W 1742 r. sytuacja zmieniła się pod panowaniem Prus, a ludność otrzymała wolność wyznania, co oznaczało że ewangelicy mogli wreszcie wybudować swój kościół i cmentarz. W grudniu 1741 r. rozpoczęto przygotowani a do budowy kościoła, jednakże plany legły w gruzach. Mimo to ludność postanowiła wznowić budowę drewnianego domu modlitwy – kościoła w miejscu gdzie dziś znajduje się cmentarz. Właściciel pensjonatu „Gospoda” sprzedał ewangelikom działkę budowlaną pod kościół i cmentarz po bardzo korzystnej cenie i pozostawił obok gospody dom jako plebanię.

W okresie budowy nabożeństwa odbywały się w sali obok gospody. Pierwszy pastor Świeradowa-Zdroju – Christian Bottner – pierwsze kazanie wygłosił pierwszego dnia Zielonych Świątek (Święto Zesłania Ducha Świętego) w 1742 r. Poświęcenie kościoła odbyło się 23 października 1742 r., a w następnym roku w trakcie budowy wieżyczki zawieszono dzwon. Pastor Bottner zmarł w 1758 r. a jego następcą został pastor Bergmann z Przecznicy. Na jego polecenie wybudowano w 1764 r. mur wokół cmentarza, który przetrwał do dziś. 30 lat cieszyli się świeradowianie z drewnianego kościółka, który z powodu złego stanu musiał zostać zburzony. W 1767 r. mieszkańcy wspólnie z pastorem postanowili wybudować nowy, większy kościół z trwalszego budulca. W tym czasie miejscowość liczyła już 225 domów. Mieszkańcy żyli skromnie, utrzymując sie głównie z leśnych robót i owoców pracy na roli. Wybudowanie kościoła, było dla nich dużym poświęceniem.

Kościół wzniesiono z dużym rozmachem w stylu barokowym. Od bramy głównej kroczyło się przez dużą nawę kościoła do ołtarza z obrazem błogosławiącego Chrystusa. Ze wspaniale wykonanego sklepienia zwisały trzy ogromne żyrandole. Na pierwszym piętrze znajdowała się okalająca wnętrze kościoła empora, w której siadali mężczyźni. Kobiety zajmowały miejsca na dole. Na drugim piętrze wznosiły się ogromne organy, a w każdym z czterech kątów kościoła znajdowały się niewielkie empory. Podczas nabożeństw śpiewały tam dzieci podzielone na cztery chóry. Na dole w nawie znajdowała się pięknie ozdobiona ambona. Na przedniej ścianie okalającej empory, w pobliżu ołtarza wisiały obrazy pastorów. Oprócz wejścia głównego, do kościoła prowadziły jeszcze trzy inne wejścia. Po 13 latach – w 1780 r. budowa kościoła została zakończona. Jednakże z braku funduszy dopiero po 12 latach dobudowano wieżę. Pierwszą plebanię zburzono w 1879 r., a na jej miejscu wybudowano nową, która stoi po dziś dzień, ale niestety nie służy swojemu pierowtnemu przeznaczeniu.

Po 1930 r. na cmentarzu została wniesiona kapliczka, w której po dziś dzień odprawiane są nabożeństwa żałobne.

Opowiadanie Pani Stefanii Dutkiewicz zamieszczone na portalu www.swieradowzdroj.pl jest jedną z relacji świadków czasów powojennych.

„W roku 1953 nabożeństwa w kościele ewangelickim odbywały się w każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Świeradowski zbór obsługiwał pastor Gerstenstein z Wrocławia. Rok później z Warszawy przyjechał w te strony pastor Jajte i zamieszkał w Cieplicach, obsługując tamtejszy kościół oraz kościół Wang, nasz świeradowski zbór i kościół w Lubaniu. Wtedy też zdarzyła się pierwsza kradzież. Skradziono obraz umieszczony w ołtarzu kościoła. W domu parafialnym naprzeciw kościoła mieszkała rodzina ewangelicka p. Durynek. Rodzina ta bezinteresownie zajmowała się sprzątaniem kościoła, przygotowywaniem go do nabożeństw oraz chroniła przed wandalami i złodziejami. Oni tez zgłosili kradzież obrazu na milicję. W tamtym czasie posterunek mieścił się naprzeciw cmentarza. Milicjanci stwierdzili, że ponieważ nie jest to obiekt państwowy oni nie mają obowiązku wszczynać śledztwa w tej sprawie.  Po kilku tygodniach p. Durynek udaremnił kolejną kradzież. Złodzieje tym razem usiłowali skraść kryształowe kandelabry. Od tego momentu nabożeństwa  odbywały się w mieszkaniu państwa Durynków. Dalej dewastacja kościoła postępowała już szybko. Raz po raz wybijano szyby w kościele i wchodzono do jego wnętrza. To skłoniło mnie do napisania w tej sprawie do Ministerstwa d/s Wyznań powołując się w piśmie na konstytucyjną gwarancję wolności wyznania. Bardzo długo czekałam na odpowiedź. Po czterech miesiącach poinformowano mnie, że sprawa została skierowana do Wojewódzkiego Wydziału d/s Wyznań we Wrocławiu. Po upływie kolejnych miesięcy otrzymałam wreszcie odpowiedź: „Stwierdzamy po uprzednim zbadaniu sprawy i obiektu, iż kościół jest zabytkiem klasy zerowej i podlega absolutnej ochronie”. Niestety odpowiedź nadeszła zbyt późno, zdewastowany kościół rozebrano już zupełnie. Organy rozbito  a piszczałki z nich poniewierały się nawet w Czerniawie, jak również książki liturgiczne i  inne przedmioty. To co zdołano uratować, państwo Durynek przenieśli do zamieszkiwanego przez siebie budynku. Tych kilka rodzin ewangelickich które w okolicach Pobiednej, Czerniawy i Świeradowa mieszkały, własnymi siłami wyremontowało pomieszczenia w budynku obok cmentarza, które potem służyły nam jako kaplica. Wcześniej jeszcze cały budynek został zasiedlony przez Urząd Miasta, a póżniej stało się już tylko formalnością zrzeczenie się przez pastora Neumana prawa własności do tego budynku.” (opowiadanie Stefanii Dutkiewicz)